czwartek, 24 kwietnia 2014

2#Written In Blood

Weszłam do domu rzuciłam kurtkę w przedpokoju. Mój pies Gina patrzyła na mnie z salonu. Miała dobry widok bo siedziała na kanapie.
Poszłam do kuchni. Wzięłam sałatę i podążyłam w stronę salonu.
Usiadłam koło mojej psinki.
Włączyłam TV i zaczęłam oglądać jakiś nudny film.
Sięgnęłam po koc, który leżał obok.
Jak mogła go zdradzić ? Zadawałam sobie pytanie. Przecież ... widać było że ją kocha.
Nie rozumiem takich ludzi.
Wyświetlacz mojego telefonu rozjaśnił się. O sms. Pomyślałam odruchowo.
Oliver: Miło było z Tobą milczeć. Widziałem że masz wspaniałe tatuaże. Gdzie zrobiłaś ;* xoxo Oliver.Ooo. Myśli o moich tatuażach? LOL
Shy: Ogólnie to są moje projekty ... Zajrzyj na wizytówkę a dowiesz się o mnie sporo więcej rzeczy niż tylko nr. fona C;
Oliver: Masz talent. No to skoro robisz Tatoos to ja chcę mieć tatuaż od Ciebie.
Woho Shy! Pan Sykes chcę mieć Tatuaż właśnie od Ciebie. Popatrzyłam na psa.
-No co Giny. Co psinko. - patrzyła się na mnie smutnymi oczkami jak by coś miało się niedługo przydarzyć coś co zmieni nasze życie. Hm.
Shy: Mój pies dziwnie się na mnie patrzy, myślisz że może to coś znaczy? xD Wpadnij jutro coś wymyślimy.
Oliver: A dałaś mu jeść ? Haha. No fajnie xD I jeszcze się ze mnie nabija. Uroczo.
Shy: Wiesz .. Nie, nie daje mu jeść od urodzenia. xd Oczywiście że mu dałam jeść siedzi koło mnie i się tuli. Ale patrzy smutnym wzrokiem.Oliver: Psy wyczuwają uczucia ludzi. To nie pies jest smutny tylko Ty. On tylko odbija twoje uczucia. Pora iść do łóżka Shy. Wyśpij się a zapomnisz. A jutro wpadnę do Ink o 18. Zaśniesz?Shy: Postaram się ... Dzięki za troskę. Ok jutro o 18. Dobranoc.

                                                  ~*~
Coś czuję że ta dziewczyna dużo przeszła. Nie użala się nie próbuje na siłę zatrzymać tylko .. sama stara się odepchnąć. Widać że chce radzić sobie sama. Bo .. jest sama.
A jej towarzystw utrzymuje chyba tylko je pies.
Ale ... Jej tatuaże .. Są piękne. Pełne uczuć, miłości do tego co robi. Dlatego właśnie poprosiłem Shy żeby zrobiła mi taki tatuaż jak jej.
Poszedłem do dużego okna w swojej sypialni. Miałem z tąd widok na las.
Mój pies Oskar leżał już na łóżku.
Ale też patrzył się na mnie smutno.
-Tak, piesku. Jest w chuj trudno. Ale damy rade.
Pogłaskałem go po łepku i poszedłem do pracowni. Rysowałem ponad pół godziny realistyczne serce które krwawi. Aż nastał świt.
Tak Sykes. Ty nigdy  nie śpisz.
Poszedłem do kuchni znalazłem telefon i zadzwoniłem do Mata.
-Siema stary.
-Co ty kurwa człowieku nie śpisz!? Jest 6:00! Pojebało!?
-Dzięki przyjacielu, zawsze mogę na ciebie liczyć  powiedziałem sarkastycznie jak najbardziej się dało.
-Co chcesz Sykes?
-Spotykamy się o 17 pod London Ink na 18 mam tatoo od pewnej ślicznotki... Alee skoro nie jesteś zaintere
-Czekaj czekaaaaj. 17 pod studiem. Yoołka, bro.
Taa. Tego się spodziewałem. Powiedz mu o jakiejś lasce a on już od razu leci ... Jak kurwa na kabanosy.
W każdym razie jest 6 a ja nie mam co robić ... Idę do łóżka.
                                                   ~*~
Wstałam. Wyczołgałam się z łóżka. Kolejny dzień mam już za sobą.
Nadal do mnie nie dociera że mój Ojciec nie żyje ... Mimo to że się nie dogadywaliśmy ... lekko mówiąc. Czuje pustkę. Ale jestem kurwa silna! I dam radę.
Na 18 Oliver i jego Tatoo zapisałam w notesie. Często zapominam xd O wszystkim...
Dziś przerwa obiadowa o 17 lajt. Wyskoczę na kawe.
Telefon który miałam w kieszeni zaczął wibrować.
-Yo. - Tsaa Terry.
-Siema.
-Żyjesz tam jeszcze?
-Ja żyje ...
- Twoja matka do mnie dzwoniła wiem co się stało. Przyjechać do ciebie czy coś?
-Nie nie trzeba dziś pracuje poza tym ... Terr ja się tym nie przejmuje xd. I 18 się nie spotkamy bo robie tatuaż Oliverowi.
-Ooo kto to Oliver? Nie widzimy się jeden dzień i ty już kogoś poznajesz.
-No co nie mogę?
-.... - nastała cisza.
-No ja pierdole. Weź się ogarnij stary. Nary.
Cisnęłam fonem. Nikt mi nie będzie mówił co mam robić!
Co ty sobie kurwa myślisz pomyślałam zebrałam swoje rzeczy i wyszłam do studia. Dziś zastępuje Dominika.
Mam nadzieję że ten dzień jakoś mi zleci.

                                            ~*~
Terry ty durniu nie możesz jej tak terroryzować. Myślałem głośno.
Dziś kumpel przywozi mi działkę. Nie mam już hajsu. A ta idiotka puszcza się z jakimś Oliverem. W końcu ją zabije i nie będę jej sługusem. Kiedy już rozwale jej łeb i będę patrzeć jak wypływa z niej reszta życia.Tak jak zrobiłem to z jej ojcem. Ona jest nastepna.
Dostanę nagrodę od mistrza ... Będę spełniony. Uczynię to co powinienem i zostanę przyjęty do bractwa.
Narzuciłem na siebie skórę. I wyszedłem  w pośpiechu. Miałem spotkać się z dilerem o 7 przy moście. Miałem spory kawałek do przejechania więc śpieszyłem się. Bo jeśli się spóźnię on odjedzie a ja zostanę bez tego czego chce.

                                            ~*~
Dzień toczył się powoli ... nawet za bardzo powoli. Robiłam tatuaż za tatuażem a mój dzień strasznie się dłużył miałam potrzebę spotkać się z Oliverem. Pogadac choc przez 5min! Ale widze się z nim o 18. Po prostu jestem samotna i juz sobie z tym nie radze. A moze radze tylko rozmowa z nim przynosi mi ulge i ukojenie? Sama juz nie wiem. Za dużo myslenia a za mało czasu na zjedzenie czegokolwiek. Jest 15 i mam przerwe na zchrupanie jakiegokolwiek posiłku. Wyjęłam jogurt  ze swojej torby otworzyłam wieczko i upiłam łyk. Mniam mój ulubiony o smaku truskawkowym. Musiałam przestac myslec o tym że Oliver ma wpaść byłam rozproszona a zarazem podekscytowana ale kiedys musze przystopowac co nie? To nie normalne mysleć tak o kims całe dnie.
Zajęłam się rysowaniem kolejnego szkicu. Który był tylko dla mnie to nie był szkic do tatuażu tylko mój właśny świat wylany na papier. Potrzebuje jakiegoś leku na odstresowanie. I właśnie tworzenie nim jest. Bez tego nie była bym soba i nie mogła bym spęłniac się w życiu.
Rysowałam nie ustannie wypiłam już cały jogurt. Spojrzałam na zegarek. Już 17... YEY!.
Shy. Nie. Przystopuj. Nie mozesz tak reagować dopiero co poznałaś tego chłopaka a już tak entuzjastycznie myslisz a jak to jakiś gangster który chcę cię zabić ?!
Taaa... Ty i ta twoja urojona wyobraznia .. Ah Shy.
Poczułam wibracje od mojego telefonu. O któs nareszcie sobie o mnie przypomniał.
-Hallo?
-Terr. Ja mam prace ...
-Twojej mamie coś się stało. Musisz natychmiast tu przyjechać.
-WTF!? - szok znowu... - Dobra już jadę ale co się dzieje. Myslałam że znowu histeryzuje z powodu ojca.
-Aktualnie zabiera ją karetka. Jak tu przyszedłem leżała cała we krwi.
-Ooo ... Mój Boże ! Zaraz będę! Jaki szpital?
-Św. Augusta.
O boże ... Może nie jestem miła dla mojej matki ale jednak .. jednak ja kocham i musze sprawdzić co jest grane ... najpierw tata teraz ona .... Co jest nie tak?! Dobra jestem twarda dam radę! No bo przecież  zawszę daje sobie rade.
Miomo uspokajania się ręcę trzęsły mi się nie miłosiernie.
Zadzwoń do Olivera. Zadzwoń i odwołaj spotkanie. Mówił mi głos w głowie.
Wybrałam jego numer. Odebrał po drugim sygnale.
-No hej. - powiedział a ja mogłam wyczuc jego emanujący dobry humor.
-Hej. Oliver, ja cię bardzo przepraszam ale ja dzis nie moge zrobić ci tego tatuazu przed chwilą dowiedziałam się ze moja mama jest w szpitalu św. Augusta i .. ja muszę tam pojechać.
-Shy.- mówił bardzo spokojnie i powoli.- Weź wszystkie rzeczy i zamów taksówkę nie jedź sama. Za 20min spotykamy sie w szpitalu.
I się rozłączył. A ja jak ten kołek stałam jak słup soli.
Idiotko czas zamówić taksówke. Prawdopodobnie twoja Matka walczy o życie a ty stoisz zamurowana ...  i .. i .. i nic! Nic nie robisz!
Zamknęłam w pośpiechu studio i wsiadłam do taksówki.
Jechałam 15min. Nie było korków. Na moje szczęście.
Wbiegłam do szpitala i podąrzyłam w stronę rejestracji.
-Dzien dobry przywieziono tu moja Mame Issabella McCombs.
-Sala 22.
-Dziekuje. - powiedziałam na odchodnym. Pobiegłam długim korytarzem i skręciłam w prawo. Usłyszałam jakies krzyki.
Na przeciwko wrzeszczeli na siebie Terry i Oliver.
 -What the fuck are you doing!? - krzyknęłam żeby mnie usłyszeli. Spojrzeli się na mnie momentalnie i stali zaszokowani ... Wydarłam się dość głośno.
Oliver usiadł pod małym oknem na krześle a Terry po drugiej stronie.
Nie wiedziałam gdzie mam usiąść ... Ale wszytko wrzeszczało podejdź do bruneta! Oliver!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz