czwartek, 24 kwietnia 2014

3#It Never Ends...

Usiadłam koło Olivera. Ten lekko się uśmiechnął. Widział że zdąrzyłam wziąć tylko swoją torebke a kurtki już nie. Zdjął swój sweter z napisem "Drop Dead" i podarował go mi.
-Dzieki. - powiedziałam cichutko z marnie udawanym uśmiechem na twarzy. To takie słabe. Ja powinnam byc inna przecież mój charakter to co zawsze sobie obiecywałam zaraz legnie w grózach moje imie nic nie znaczy nie jestem słaba. Zapytam lekarza o co chodzi otre łzy i wróce do domu.
O własnie jak na moje życzenie idzie koleś w białym kitlu. No no w prost na mnie.
-Dzień dobry.- powiedział, ale ja nie miałam ochoty odpowiadać. Chyba to zauważył i kontunuował dalej swoją wypowiedz.- Wiem ... że to będzie dla pani trudne .. Ale pani matka nie żyje. - i tak sobie po prostu odszedł! Żadnego "współczuje" !
Zerwałam się z miejsca nie patrząc na Olivera. I po prostu biegłam do wyjścia nie chciałam żeby chociaz jedna łza skapnęła gdzie kolwiek.
Wsiadłam do taksówki która nadal czekała pod szpitalem.
Pojechałam do domu nie chciałam nikogo oglądać, słyszeć ... nic. Musze się pozbierać.
WSZYSCY W OKÓŁ CIEBIE UMIERAJĄ! Krzyczał mój mózg. A ja nie dopuszczałam do siebie tej mysli aż w końcu bariera pękła.
Płacz: strumień, potok, wodospad łez.
Ale nadal samotność. Tkwi wszędzie. W głowie w sercu. Gdzie się tylko da. By nikt nie zobaczył mojej słabości.
Moje rozmyślanie trwa i trwa bez końca. SPAĆ. Nawet nie chcę mi się wstawać. Więc będe leżeć tu.
                                                        ~*~

Wybiegła. Tak jak ja zawsze uciekam. Pewnie teraz siedzi i mówi że będzie twarda. Bo mimo tego że ucieka jest strasznie silna. A ja nigdy sobie nie radze. Czy to oznacza że jestem słabszy niz jakaś laska?! O nie Sykes! Weź się w garść. Trochę współczucia. Właśnie ta jakaś laska straciła matke. Wypadało by pojechać i zobaczyc co sie z nią dzieje.
Wsiadłem do auta. Odpaliłem silniki i wyjechałem z podwórka mojej posiadłości.
Las zaczął się przeżedzać.
Dojechałem do centrum miasta.
No to teraz na drugi koniec.
Włączyłem radio, ale nic ciekawego nie przykuło mojej uwagi.
Skakałem po radiostacjach aż w końcu natrafiłem na "californication" Red Hot Chili Pepers. Ostatni raz słuchałem tego jak odwoziłem Shy... To chyba jej ulubiona Red Hots'ów.
zaburczało mi w brzuchu. Czas coś przekąsić , ale może ona też jest głodna? Wstapie po chińskie rzacie. Kiedy podano mi moje zamuwienie wsiadłem  do wozu i kontynuowałem podróż. Byłem juz u celu. Nagle w lusterku zobaczyłem czarnego mercedesa. O nie... Tylko nie to.
~*~

Pozbierałam ciuchy. Zaraz miał w paść Dominik po klucze do Ink. Włożyłam na siebie jakakolwiek koszulkę. Wiem tylko że była czarna. Miałam też czarne leginsy. A moje stopy i skarpetki to nie idealna para.
Zbiegłam po schodach.
Wyjżałam przez okno. Zmierzcha. Na moim podjeździe stały dwa samochody.
Czarny mercedes i samochud ... Olivera. Stał przed swoim autem i kłucił sie z jakąś brunetką. Nie mysląc wybiegłam zrobić teatrzyk tej pannie.
To była Amanda.
-Oliver, kochanie co tak długo? - zapytałam podchodząc do niego ignorując tą dzi... A z resztą. Założyłam mu ręce na szyje i pocałowałam. Przez chwile nie mogliśmy oboje złapać oddechu. Mój czyn strasznie zbił go zaskoczył, ale też zadowolił?! Widać było, że przez chwile go wcieło.
Ale potem załapał o co chodzi.
-Przepraszam ale coś mnie zatrzymalo.- Wskazał na Amandę.
-Ooo. Nic się nie stało. Właściwie. - odwróciłam się do zaszokowanej dziewczyny.- Witaj, chciałabym ci podziękować za to co zrobiłaś. Dzieki temu to ja mam tak wspaniałego chłopaka jakim jest Oli.- Mówiłam cały czas z pęłnym uśmiechem na twarzy. Nienawidzę ludzi, którzy ranią bez powodu, po prostu oddaje mu przysługe on mnie uratował od ciemności. A co do takich osob jestem sklonna karać ich boleśniej niz oni. Jezu jaka jestem okrutyna.
Amanda patrzyła na mnie przez chwilę. Wyszeptała tylko "Nie ma za co" Chyba tylko na to pozwalała jej resztka godności. Wsiadła do auta i odjechała. Spojrzałam katem oka na wkurzonego Olivera.
Udałam się z obojetna miną w stronę drzwi wejściowych. Sykes wszedł za mną
-Shy ... Po co była ta szopka? Dał bym sobie rade bez twojej pomocy, - Podnisł głos.
Dał byś radę!? Nie dość, że cię zdradziła w twoim domu  to jeszcze wchodzisz z nią w dyskusje jak baba!
-A co Cię to obchodzi?! Po co to wszystko !?- teraz oboje się darliśmy
-Bo jesteś durny! I nie umiałeś jej zranić!
-A ty jesteś niby mądra!? Wybiegać na dwór na boso. Dojebać mojej byłej i się jeszcze na mnie drzeć!?
-A kto do cholery zaczął pacanie!?
-Ooo droga panno przesadziłaś. - rzucił siatkę z jedzeniem. Podniósł  mnie, przeźócił sobie na plecy i niusł po schodach. Postawił mnie dopiero w kabinie prysznicowej z odkręconą zimną wodą na maxa.
-Taki tam zimny prysznic na ochłonięcie.- No chyba sobie żartujesz debilu. Wyciągnęłam rękę do klamki otworzyłam kabinę i wciągnęłam go do niej.
-Taaak, Ale Tobie też się przyda...Kochanie.- Błysk w oku.
-Kochanie?
-Mhm- powiedziałam z nutą sarkazmu. A on  przybliżył się do mnie. Dzieliły nas centymetry. Nasze ciuchy były przyklejone do naszych ciał. a moje wargi drżały z zimna.
Przysunął się bliżej jak do pocałunku.
- Nie mów do mnie kochanie... Tylko ja tak mogę- wyszeptał i wyszedł z kabiny. Zabrał po drodze ręcznik i wyszedł także z łazienki.
Ciekawsze czy w ogóle jest jeszcze w domu. Sięgnęłam po ręcznik. Poszłam do pokoju się przebrać.
A kiedy zeszłam do kuchni jego nie było.
Ale była kartka ...
"Zadzwoń jak mi wybaczysz Kochanie. W mikrofalówce masz jedzenie.
xoxo Oliver"

No tak Jak mu wybacze wepchnięcie mnie pod prychnic z lodowatą wodą.
Anyway. Jutro zadzwonię. Dzieje się za dużo w moim życiu. O wiele wiele za dużo w moim życiu!
Osunęłam się po ścianie i czekałam  na przypływ myśli. Ale ... w mojej głowie były tylko słowa Olivera "Nie mów do mnie Kochanie"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz